Inspiration digger

Jerzy Jarniewicz, “W drodze, Kerouac, Jack”

Wszechpotężny szef FBI John Edgar Hoover, nie miał żadnych wątpliwości kiedy oznajmiał, że największym zagrożeniem dla Ameryki są komuniści i bitnicy. Kim właściwie byli ci ostatni? Dlaczego do dziś otoczeni są legendą?
Z komunistami, domniemanymi i autentycznymi, próbowała się uporać niesławnej pamięci komisja senatora MacCarthy’ego. Gorzej było z bitnikami, nieformalną grupą młodych ludzi, którzy w latach 40. i 50. podważyli najświętsze zasady mieszczańskiej Ameryki. Porządni obywatele tego supermocarstwa z przerażeniem dowiadywali się, że bitnicy, których awangardę stanowiła czwórka zaprzysiężonych wrogów publicznych – Allen Ginsberg, William S. Burroughs, Jack Kerouac i Neal Cassady – oddają się narkotycznym, alkoholowym i seksualnym ekscesom, uprawiają polityczną dywersję i sieją nienawiść do Ameryki.
To prawda, że bitnicy nie zostawiali na Ameryce suchej nitki, ale łączyło ich z nią uczucie podszyte nieskrywanym uwielbieniem. “Ameryko, oddałem tobie wszystko i teraz jestem niczym” – pisał Ginsberg w głośnym wierszu, by za chwilę dodać bez żenady: “Pieprz się swoją bombą atomową”.
Bitnik nie używa wody
Pokolenie bitników zdążyło przyjść na świat na tyle wcześnie, by doświadczyć drugiej wojny światowej, a nawet, jak Kerouac, by wziąć w niej udział. Jednak światowy konflikt przeobraził się szybko w trwającą kilkadziesiąt lat zimną wojnę. Najważniejsze dzieła bitników: “W drodze” Kerouaca, “Nagi lunch” Burroughsa i “Skowyt” Ginsberga odzwierciedlają klimat tej zimnowojennej rzeczywistości. Wojna w Korei, potężniejący arsenał nuklearny i rywalizacja supermocarstw naznaczyły świat, któremu bitnicy zdecydowali się rzucić wyzwanie.
Pod powierzchnią uporządkowanego życia ci młodzi Amerykanie odkrywali szaleństwo, przemoc i fałsz. Wyłamywali się z ram przeżartego hipokryzją społeczeństwa, które opętał bałwochwalczy materializm, widoczny najjaskrawiej w pędzie ku zaprogramowanym karierom i w gwarantującym wysoką pozycję społeczną konformizmie. Najbardziej spektakularnym przejawem ich buntu stała się oczywiście obyczajowość. Bitnicy nie imali się stałych prac, nie mieli ani stałych partnerów ani stałych miejsc zamieszkania, prowadząc życie współczesnych nomadów.
Szokowali, ale i przyciągali uwagę, nic więc dziwnego, że media szybko się nimi zajęły, tworząc po części prawdziwy, choć w sumie karykaturalny wizerunek bitnika – mężczyzny, który nie używa wody, nie goli się, nie zmienia ubrań, słucha jazzu, pije lub ćpa, uczestniczy w niekończących się orgiach i stanowi bezpośrednie zagrożenie dla synów i córek z porządnych amerykańskich rodzin.
Zabawa w Wilhelma Tella
Jednak odrzucenie przez bitników norm pogrążonego w cynicznej obłudzie społeczeństwa powojennej Ameryki przybrało także inne, niebezpieczne formy – dla przeciwwagi szukali oni ozdrowieńczego autentyzmu w przyjaźniach z ludźmi pozostającymi na bakier z prawem. Przestępcy, złodzieje, szulerzy, nawet zabójcy, stali się ich legendarnymi bohaterami. Najgłośniejszym z nich był zapewne Herbert Huncke, ćpun, kanciarz i złodziej, pasjonat jazzu i pisarz. W oczach Ginsberga, który przygarnął go wprost z nowojorskiej ulicy, jawił się on jako postać wyjęta z prozy słynnych immoralistów, Celine’a czy Geneta.
Sami bitnicy nie pozostali jedynie biernymi obserwatorami tego podziemnego świata, zanurzając się w nim i prowadząc groźny flirt ze śmiercią. Koszty tej romantycznej fascynacji ciemną stroną życia bywały wysokie. Burroughs w czasie zabawy w Wilhelma Tella postrzelił śmiertelnie swoją żonę. Bill Cannastra zginął w czasie innej szalonej zabawy, wystawiając głowę z pędzącej kolejki nowojorskiego metra. Phil White popełnił samobójstwo w więzieniu. Lucien Carr zamordował nagabującego go kochanka, a Kerouac pomagał mu zatuszować ślady zbrodni. To ostatnie morderstwo miało stać się tematem powieści Ginsberga, który zaczytywał się Dostojewskim i planował stworzyć amerykańską wersję “Zbrodni i kary”.
Mistycy i megalomani
Co ciekawe, dla wielu bitników to straceńcze życie nie wynikało bynajmniej z przekonania o absurdzie ludzkiego losu. Bitnicy w odróżnieniu od swoich francuskich przyjaciół egzystencjalistów uważali się często za proroków i wizjonerów mających dostęp do innej duchowej rzeczywistości. Pogrążenie się w chaosie życia, balansowanie na granicy śmierci czy szaleństwa, bezładny seks, amfetamina i alkohol miały pomóc w przełamaniu stereotypów i schematów myślenia, w zerwaniu ze stadnymi formami zachowań i w odrzuceniu kolektywnego systemu wartości, a to z kolei miało poprowadzić wprost ku mistycznemu doświadczeniu. Bitnicy poszukiwali tego doświadczenia w wyjątkowo eklektycznym melanżu pseudoreligijnych przekonań, w którym wątki chrześcijańskie i judaistyczne mieszały się z importowanymi od niedawna ze Wschodu inspiracjami buddyjskimi.
Najlepsze umysły pokolenia
Jednak bitnicy to nie tylko zjawisko rozsadzające ustabilizowane życie zmaterializowanego społeczeństwa zimnowojennej Ameryki. Ich nazwiska wyznaczają ważny przełom w literaturze amerykańskiej, dążąc do przełamania coraz bardziej skostniałej tradycji, której utytułowani przedstawiciele wytwarzali bezosobowe wiersze i poematy naszpikowane ironią, wieloznacznością i kulturowymi odniesieniami. Jednym z pierwszych gestów sprzeciwu wobec takiego rozumienia literatury był wieczór w klubie Six Galery w San Francisco w 1955 roku, podczas którego Ginsberg odczytał poemat “Skowyt” zaczynający się od pamiętnych słów: “Widziałem najlepsze umysły mojego pokolenia, zniszczone szaleństwem, wygłodzone, histeryczne, nagie”. Poemat napisany długą, rozlewną frazą i oparty na naturalnym rytmie oddechu i przeznaczony do głośnego odczytywania przywoływał z jednej strony profetyczne księgi biblijne, z drugiej – potocznym, niemal slangowym, słownictwem kreślił czarny obraz pogrążonej w szaleństwie współczesnej Ameryki. I Ameryka przeżyła wstrząs.
Co prawda, wiecznie gotowi obrońcy moralności wytoczyli proces wydawcy poematu, ale nic już nie było w stanie powstrzymać zapoczątkowanej tym utworem kulturowej i społecznej rewolucji, której kulminacja przypadła na lata 60., a skutki widoczne są do dzisiaj.
Dzieci Hucka Finna
Odpowiednikiem “Skowytu” w prozie była powieść o podobnej sile rażenia, “W drodze” Jacka Kerouaca. Choć ukazała się w 1957 roku, powstała sześć lat wcześniej. Mimo starań autora i jego przyjaciół żaden z wydawców nie odważył się jej opublikować, przerażony zapewne nowatorską, pozornie chaotyczną formą, a jeszcze bardziej szokującym immoralizmem widocznym zwłaszcza w stosunku autora do zakazanych używek i wolnego seksu.
Podobnie jak “Skowyt” poświęcony był pamięci “najlepszych umysłów mojego pokolenia”, tak powieść “W drodze” była hołdem złożonym najważniejszym postaciom generacji bitników. Pojawiają się tu, choć pod zmienionymi imionami, Ginsberg, Burroughs i sam Kerouac, a przede wszystkim legendarna postać z tego kręgu, której Ginsberg zadedykował “Skowyt”, Neal Cassady.
Trudno mówić o fabule w tej antypowieściowej powieści, której bohaterowie jeżdżą z Nowego Jorku do San Francisco i z powrotem, przekraczają granicę z Meksykiem, wypożyczają bądź kradną i porzucają samochody, podróżują transkontynentalnym greyhoundem, zatrzymują się bez uprzedzenia u dawno niewidzianych przyjaciół, nawiązują po drodze przypadkowe znajomości, śpią ze sobą i ze świeżo poznanymi towarzyszami podróży, piją piwo i whisky, palą marihuanę. Ta nieprzerwana, bezładna podróż jest nie tyle ucieczką od codzienności, ile afirmacją nieskrępowanego niczym życia i radosnym zanurzeniem się w bezpośrednim jego doświadczaniu.
Trudno nie dopatrzyć się w niej dalekiego echa wyborów życiowych Hucka Finna, który porzucił leniwe życie w prowincjonalnym miasteczku i wraz ze zbiegłym czarnym niewolnikiem zamieszkał na tratwie płynącej w dół wielkiej Missisipi.
Jazz, trans i nowa estetyka
Jeśli wierzyć legendzie, a nie za bardzo mamy możność wyboru, powieść “W drodze” powstała w trzytygodniowym transie. Kerouac pisał ją na kilkudziesięciometrowej rolce papieru do dalekopisu, żeby zmiana kartek nie zakłócała pisarskiego transu. Cały tekst powieści ujęty został początkowo w jeden nieprzerwany akapit, którego werbalna energia miała być odpowiednikiem jazzowej improwizacji. Nie przypadkiem na kartach tej powieści co rusz ujawnia się fascynacja jazzem, którą Kerouac podzielał z innymi bitnikami. Był stałym bywalcem klubów jazzowych, i tam, a nie na kursach “kreatywnego pisania”, uczył się pisarskiego fachu.
W jego wydanych niedawno notatkach można znaleźć zapis z wieczoru, podczas którego siedział w klubie Bopcity i słuchał Dizzy’ego Gillespie, a potem przeszedł na drugą stronę ulicy, do Birdlandu, gdzie właśnie grali Miles Davis i Stan Getz. Przy muzyce nocnych klubów Greenwich Village wyłaniała się nowa wrażliwość, a wraz z nią nowa estetyka, która porządnie przeorała sposób myślenia o literaturze, doprowadzając do prawdziwego wrzenia we wszystkich dziedzinach sztuki.
Jackson Pollock, który rozkładał płótno na podłodze, żeby wykonać nad nim spontaniczny taniec, rozpryskując i rozlewając farbę, był artystycznym pobratymcem Charliego Parkera, definiującego na nowo sens jazzowej improwizacji, a ten z kolei inspirował Jacka Kerouaca, który poszukiwał odpowiedniego środka wyrazu dla opisu własnych doświadczeń.
Zasłuchany w jazzie Kerouac domagał się od literatury czystej spontaniczności, i to na tyle pryncypialnie, że zaatakował Ginsberga za poprawki, które ten wprowadził do “Skowytu”. Improwizacyjna energia prozy Kerouaca robi wrażenie po dziś dzień, gdy wiele z tego, co uchodziło za obyczajową i kulturową dywersję, straciło na znaczeniu. W powieści Kerouaca warstwa obyczajowa może wyglądać wręcz wyjątkowo niewinnie – ten zbuntowany autor nie odważył się, na przykład, przedstawić związków homoseksualnych łączących jego przyjaciół; ale hipnotyczny rytm jego prozy nie stracił nic na swojej anarchicznej sile.
Rozpoczęta przez powieść Kerouaca i poezję Ginsberga rewolucja obyczajowa i kulturalna przygotowała grunt pod powszechniejsze zmiany, jakie nastąpiły w latach 60. Wróg publiczny zmienił swój wizerunek, bitnika zastąpił hipis, który, według słów godnego ucznia Hoovera, gubernatora Kalifornii, Ronalda Reagana, “ubierał się jak Tarzan, włosy miał jak Jane, a śmierdział jak Cheetah”.
Choć Ginsberg entuzjastycznie włączył się w nurt młodej kontrkultury, wyniszczony alkoholizmem Kerouac odciął się od tego mimowolnego dziedzictwa. Zmarł w ostatnim roku tej szczególnej dekady, zamykając symbolicznie całą epokę powojennej historii.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s